|
Blog > Komentarze do wpisu
Przygotowania do Pierwszej Komunii
Wczoraj napisałm długą notkę i jakimś cudem szlag ją trafił. Skasowała się bezpowrotnie. Na odtworzenie nie miałam już czasu... Może dziś mi się uda... Zaraz... o czym to ja wczoraj pisałam... Oczywiście o Komunii naszego Smyka, która odbędzie się już za dwa tygodnie. Już niebawem zaczną się próby, kolejna spowiedź. Młody już jakąś "rolę" dostał. Jako mama i gospodyni domowa denerwuję się, przeżywam ten czas przygotowań... razem z moją mamą ustalamy menu, zastanawiamy się, jak pomieścić gości, jak ustawić stoły, jak je nakryć... no wiecie... żeby było odświętnie i ładnie... Wszystkich gości, łącznie z nami, będzie 24 sztuki. To nie tak dużo, ale też i mało nie, a część rodziny przyjedzie dzień wcześniej i będzie nocowała, więc trzeba pomyśleć o dodatkowych posiłkach. Rozchorowałam się w weekend majowy. Silne bóle brzucha, wysoka gorączka. Już jest dobrze, ale wisiała nade mną groźba pobytu w szpitalu, czego za wszelką cenę chciałam uniknąć... Lekarz z przychodni nie wiedział, co mi jest. Głowił się i zastanawiał, jakieś leki przepisał i silny antybiotyk na w razie czego... no i polecał ostry dyżur w razie, gdyby nic nie pomagało. No ale udało się bez szpitala, choć już szykowałam mężowi listę rzeczy do załatwienia, na wypadek gdybym jednak w tym szpitalu na dłużej wylądowała, a mąż już nawet zakupił szpitalne wyposażenie, tj. wodę mineralną i sucharki. Dochodzę do siebie po mału. Antybiotyk postawił mnie na nogi... tylko jeszcze parę dni diety i mam nadzieję dam radę zająć się na dobre przygotowaniami. Wystraszyłam się tego choróbska, bo wyłączyło mnie z funkcjonowania, z myślenia "strategicznego" w okołokomunijnym czasie. I jak na złość rozdzwoniły się w tym czasie telefony. Klientka od ogrodu, komitet pierwszokomunijny w sprawie spotkania z kwiaciarką od dekoracji kościoła, kwiaciarka od kościoła... Bałam się, że nie będę mogła przygotować przyjęcia... ba... że nie będę mogła uczestniczyć w samej uroczystości razem z dzieckiem... Bałam się, że pójdę pod nóż i a nuż się nie obudzę... Życie stanęło mi przed oczami... I w ogóle musiałam znowu nad sobą pomyśleć, zdysansować się do tego, co jest wokół i we mnie... Może po to ta choroba była... nie wiem... Chciałbym, żeby uroczystość pierwszokomunijna Smyka była przeżyciem przede wszystki duchowym... Chciałabym, żeby Jezus był najważniejszy... wtorek, 05 maja 2009, mama_smyka_1
Komentarze
2009/05/05 13:30:22
Dzięki Szymonie za komentarz...
Rzeczywiście ciężko mi się zebrać do pisania ostatnio. Mało się odzywam. Trochę zabiegana jestem, no a kiedy piszę lubię mieć ciszę... Nie mam jej ostatnio w nadmiarze... Tak, przyjęcie odbędzie się w domu z najbliższą rodziną i małym sąsiadem - przyjacielem mojego Smyka i jego rodzicami. Jeśli będzie ładna pogoda, to może wystawimy stoły do ogrodu... Pozdrawiam serdecznie ze stolicy 2009/05/11 10:49:36
Aniu jak to kolejna spowiedź? To już jakaś była?
dużo to przyjęcie, na 24 osoby w domu, podziwiam i wiele, wiele sił życzę i zdrówka :) |
//-->
|
Piękna uroczystość Wam się szykuje i z całego serca życzę, byście wszyscy jak najpiękniej ją przeżyli. Z tego, co piszesz wnioskuję, że spotkanie przy stole odbędzie się u Was w domu. Jest z tym, co prawda mnóstwo pracy i nużącego wysiłku, ale - moim zdaniem - tak jest chyba lepiej. Do dziś jednym z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa jest właśnie wspomnienie dnia Komunii - pewnie dlatego, że spędziłem ten dzień w gronie najbliższej rodziny, która po uroczystości w kościele zebrała się w naszym małym mieszkaniu. Było może ciasno, ale za to radośnie, swojsko, familijnie.
Życzę wiele siły na czas przygotowań, a także szybkiego powrotu do zdrowia! Pozdrawiam z modlitwą! Szymon