|
Blog > Komentarze do wpisu
Debiut Smyka
Zaczęło się... Triduum... Młody ministrant przejęty. Mój 9 latek, drugoklasista, dziś po raz pierwszy przy ołtarzu. Przeżywał. Bał się, że każą mu coś robić, a on przecież nic nie umie jeszcze. Ksiądz chciał, żeby tylko był przy ołtarzu i się przyglądał. Na razie bez żadnych funkcji. I ja małemu to cały czas powtarzałam... "nic nie będziesz robił, nie martw się, patrz, co robią inni". A tu niespodzianka! Zdębiałam, kiedy zobaczyłam go, jak idzie pierwszy w procesji i niesie zapaloną świecę, którą potem stawia na ołtarzu. Razem z dwunastoma innymi chłopcami. Te świece - wiadomo - symbol dwunastu apostołów obecnych na ostatniej wieczerzy. Strasznie mi się ten znak liturgiczny podobał... te dwanaście płomyczków... w tym jeden od mojego Smyka, który przecież ma imię po jednym z apostołów. Kolejna niespodzianka to kołatki. To jemu, między innymi, przypadła funkcja kołatania. I znów szedł pierwszy za księdzem w procesji, czyli prowadził... Walił rytmicznie. Raz, dwa, trzy, przerwa, raz dwa, trzy, przerwa... Przejęty. Że wiedział co i jak... Skąd? Próby żadnej przecież nie było. Istny spontan. Widziałam wszystko z chóru i aż nadziwić się nie mogłam, że tak sobie radzi rzucony na głęboką wodę. Bałam się trochę, że podłączy się nie do tej "kolejki", co potrzeba i przystąpi do Komunii w całym zamieszaniu. Takie głupie myśli mi po głowie chodziły... rety... że się skupić normalnie nie mogłam... Ehh... ot los matki... :-) No i po wszystkim go wyściskałam, bo dumna z niego byłam, jak nie wiem. On sam też był dumny z siebie, chociaż z tych emocji wrócił z kościoła ledwo żywy i zaraz poszedł spać. Jutro też ruszamy... Wielki Piątek. Adoracja. Na szczęście jutro rano ma być próba. czwartek, 09 kwietnia 2009, mama_smyka_1
|
//-->
|