ogromnie ciekawa codzienność rodziców drugoklasisty
Blog > Komentarze do wpisu
Przed pierwszą spowiedzią

Powinnam teraz prasować, zmywać naczynia i robić inne pożyteczne domowe rzeczy. Mam urlop. Odprowadziłam małego do szkoły, wstawiłam pranie i piję właśnie herbatkę...

W harmonogramie dziecka pierwszokomunijnego najbliższy etap to przygotowania do pierwszej spowiedzi, która już za niewiele ponad miesiąc. A mój Smyk na razie w słodkiej nieświadomości sobie żyje... mało tego... jest przekonany o tym, że nie grzeszy... Dobre to dziecko jest i grzeczne. Nie mogę narzekać... Bywa bardzo dojrzały i ma niesamowite wprost jak na dziecko, wyczucie sprawiedliwości. Ostatnio przyznał się, że bronił kolegi, którego inne dzieci przezywały - mimo, że ten kolega dokuczał mu nie raz i też go przezywał... Rety... normalnie byłam w szoku... Ach... i dumna byłam...  No ale ma swoje słabości, no i muszę mu je "wytknąć", kiedy wspólnie będziemy robić rachunek sumienia... właściwie, to chyba on sam je musi w sobie zobaczyć... Tak, tak... Muszę mu tylko pomóc. Zastanawiam się póki co, jak to zrobić, żeby czuł się w tym swoim grzechu kochany... Ba, przecież my, rodzice, go kochamy mimo jego słabości, i powinno to być oczywiste, nie?

Zastanawiam się nad spowiadaniem... Czasem wydaje mi się, że w sytuacji, kiedy nie ma się na sumieniu ciężkich grzechów, najważniejsze jest uznanie swojej grzeszności, swojej słabości jako takiej, swojej małości, niewystarczalności, głupoty... Może powinniśmy pielęgnować w sobie ten rodzaj pokory, bo z zasady nie możemy być doskonali... Mi w tym pomaga zwykła modlitwa "Panie zmiłuj się nad nami", czy coś takiego: Dobry Panie, który nas kochasz, pochyl się nad nami, bo widzisz, że sobie nie radzimy, bo błądzimy, bo czynimy zło, którego wcale nie chcemy czynić, ale mimo wszystko czynimy w swojej słabości...

Trzeba mieć jednak świadomość swoich wad i słabych stron.

A Euchrystia dodaje sił, gładzi to wszysko, co jest powszednim grzechem...

Może nie do końca ważna ilość występków, przewinień, których codziennie można naliczyć sporo i czasem jest to dołujące wręcz... tzn. mnie to dołuje... Wątpię, by Panu Bogu chodziło o to, byśmy skrupulatnie liczyli swoje potknięcia i wyznawali je w częstych spowiedziach... One wciąż się powtarzają i, mimo obiecywania poprawy, są... i będą, chociaż wcale tego nie chcemy... Chyba ważne jest to, by w Nim szukać oparcia w tej swojej słabości. Trzeba powierzyć się Jego Miłosierdziu, zaufać... Nie wiem... Bo ja czasem czuję, że szukanie obszarów brudu w sobie jest zajęciem bardzo energochłonnym... I całą tę energię można by było spożytkować na jakieś Dobro. Po prostu widzę, że Zło ma to do siebie, że skupia na sobie uwagę ... i nie wiem, czy tak być powinno. Może warto szukać dyskretnego Dobra w sobie i w życiu...  I jeśli częsta spowiedź to tylko, gdy jest połączona z kierownictwem duchowym lub czymś w tym rodzaju...

Nie wiem, czy to dobry tok rozumowania... 

Może naprawdę mam jakieś wypaczone pojęcie o grzeszności i sakramencie pokuty... 

Pomóżcie  mi to zrozumieć...

czwartek, 05 marca 2009, mama_smyka_1